Ale mnie woźny z naszego piętra zatrzymał — ten zły.

— Gdzie? — pyta się. — Nie wiesz, że nie wolno?

Więc już się boję, ale myślę:

„Pożyczę skądciś dziesięć groszy na mleko”.

Może od Bączkiewicza? On zawsze ma pieniądze. Ale nie da, bo go mało znam. I jak raz od niego chcieli pożyczyć, powiedział:

— Będę ci pożyczał, pętaku.

Myślę tak: „Może ten — może ten” — i rozglądam się. Ale przypominam sobie, że mi przecie Frankowski winien pięć groszy. Szukam, a on się bawi — ucieka.

— Słuchaj, oddaj mi pięć groszy.

— Odsuń się — mówi — nie przeszkadzaj.

— Ale mnie potrzebne.