— Zostaw tego chama — mówi mama.

Dobrze: niech sobie będę. Obraziłem się.

Nie wolno mi? Jak teraz nie będę ambitny — kiedy wyrosnę, też pozwolę sobą poniewierać.

Usiadłem i niby lekcje odrabiam. A cały aż drżę z oburzenia. Ale przypominam sobie, że i w tramwaju się śmieli, że jestem ambitny. Dorośli myślą, że dziecko nie potrafi się obrazić. Jakby to była sztuka. Każdy wie, co przyjemne, a co nie.

Mówią, że dzieci są uparte.

Uparł się i nie chce się przywitać.

No bo nie.

„Powiedz w tej chwili, zrób w tej chwili”.

A nie. Wcale nie na złość, a wolisz oberwać niż honoru nie uszanować... I nie powinni zmuszać, bo tylko zaciętość wyrobią.

Siedzę odwrócony i piszę. Ale nie tak prędko jak dawniej. Czy ja już ze wszystkim staję się dzieckiem? A może zapomnę, co umiałem, kiedy byłem dorosły? I znów będzie mi trudno w szkole. I już naprawdę będę musiał uważać na lekcjach. To byłoby straszne.