I akurat słyszę trąbkę, że jedzie straż ogniowa...
— Czy mogę?
Patrzę na mamę błagalnie i czekam jak na wyrok... Już nie wiem, co by było, gdyby mama nie pozwoliła. Bo jak często dorośli bez zastanowienia powiedzą: „nie” — i zapomną; a ile bólu zadadzą, wcale nie wiedzą.
Dlaczego „nie”? No, dlaczego? Bo się może coś stać, bo wolą być spokojni, bo to niepotrzebne, bo po co? Przecież taki drobiazg, nic ważnego. Oni by mogli, a nie chcą wcale. Więc nie, i basta.
I wiemy, że mogłoby być: „tak”, że ten zakaz jest przypadkowy, że zgodziliby się, gdyby zadali sobie troszkę tylko trudu, by pomyśleć, by spojrzeć nam w oczy: jak okropnie chcemy.
Więc pytam się:
— Czy mogę?
I czekam. Dorośli nigdy na nic tak nie czekają. Chyba więzień tylko, czy go wypuszczą na wolność.
Czekam i zdaje mi się, że gdyby mama nie pozwoliła, już bym jej nigdy tego nie wybaczył. Bo dorosłym się zdaje, że my zawsze i o wszystko zaraz prosimy, że chcemy bez zastanowienia i zaraz zapominamy. Owszem, i tak bywa, ale bywa i całkiem inaczej. Albo wcale nawet nie prosimy, bo i tak nic z tego nie będzie, bo nie chcemy usłyszeć szorstkiej odmowy (o, jak to boli, kiedy jeszcze z przekąsem, z jakimś złośliwym przycinkiem odmówią) — więc wolimy w sobie ten cały ból ukryć i wcale nie prosimy albo czekamy długo i cierpliwie, czy będą w dobrym humorze, czy są z nas całkiem zadowoleni, że im przykro będzie odmówić. I to czasem się nie uda; wtedy gniewamy się na nich i na siebie:
„Dlaczego się pospieszyłem, może kiedy indziej by pozwolili?”