Zdaje mi się, że dorośli mają inne jakieś oczy, inaczej patrzą niż my. Bo jak mnie kolega o co prosi, to spojrzę tylko i wiem, co robić. Więc od razu się zgadzam albo postawię warunek, rozpytam się dokładnie, odłożę na później. Choćbym nie mógł nawet, nie ośmielę się krótko i bez niczego odmówić.
Na przykład wczoraj jeden chłopiec powiedział, że chce wyjść — do ustępu. A pani:
— Dosyć tego kręcenia! Mogłeś wyjść na przerwie.
No, wiem, kręcą się bez potrzeby — to prawda. Ale czy on winien? Ja tylko spojrzę i już wiem. W końcu go pani puściła, a potem przy końcu lekcji krzyczała, że niespokojny. Pani nawet nie pamiętała, że do ustępu wychodził, a ja wiem, że przez zemstę zaczął dokazywać, bo tyle się musiał nacierpieć, tyle się nastraszył, bo co by było, gdyby nie zdążył.
Dorośli nie wiedzą, dlaczego i za co na złość im robimy. Im się zdaje, że tylko oni za karę tak i tak robią. My także karzemy ich — nieposłuszeństwem, jeżeli zasłużyli.
Bo dlaczego dla jednych jesteśmy inni i dla drugich inni?
Gdyby inna ciotka nazwała mnie cielęciem, ja bym się nie obraził, bo to mógł być żart. Ale ta nie pierwszy raz. Taki ma ton wyniosły, tak lubi rozkazywać i dumna taka. No niechby sobie, ale lubi wyśmiewać — i buntuje na dzieci. Pewnie zła, że ma dużo dzieci, ale kto jej winien? Niech nie ma.
„Muszę się z nimi użerać. Tyle kosztują. Od ust sobie odejmuję. Poświęcam się”.
Od ust sobie odejmuje, a gruba jak beczka. Dziecko musi kosztować, na to nie ma rady.
Są dorośli, którzy nas jakby wcale nie widzą. Powie: