„Dzień dobry, zuchu”.

Albo:

„Ho, ho, co za duży kawaler”.

Tak tylko, żeby coś powiedzieć. I widać, że nie wie nic więcej i jakby się krępował. Jak pogłaszcze po głowie, to ostrożnie, jakby się bał, żeby czego nie urwać albo nie złamać. To są ludzie silni i dobrzy, i delikatni. Lubimy słuchać, jak rozmawiają z dorosłymi, opowiadają o przygodach jakichś, o wojnie. Lubimy ich.

A inni, jakby nic nie mieli do roboty, albo żarty jakieś, wykpinki i przezwiska, albo wariackie zabawy. Brodę ma drapiącą, śmierdzi tymi papierosami i dopiero karesy79. Albo rękę ściśnie i śmieje się, że boli. Albo podrzuci w górę i myśli, że to dla nas pyszna zabawa.

„A wyrzucę cię przez okno, a nos ci nożem ukraję, uszy poobcinam, to się nie będziesz potrzebował myć”.

Głupie to wszystko i bez sensu. I czekasz tylko, żeby się odczepił.

A kobiety znów — zaraz głaskanie, klepanie i całusy. Albo w usta, albo tak cię przyciśnie, że żebra bolą. A ty musisz być grzeczny, bo ona cię kocha.

A jak młokos jaki, co ma lat szesnaście, zacznie też udawać dorosłego, to już naprawdę wytrzymać trudno. Albo się kończy płaczem, albo szkodą takie baraszkowanie.

Najlepiej wy sobie, a my sobie.