No i mama mi pozwoliła iść na pożar. A już czas najwyższy, bo jak straż przejedzie, to i pożaru nie znajdę.
— Tylko wracaj zaraz.
Pewnie miała o czymś z ciotką rozmawiać, że się od razu zgodziła.
— Tylko butów nie drzyj — wtrąciła się ciotka.
Ona wszędzie musi swój nos wściubić.
Kto zgadnie, co znaczy:
„Wracaj zaraz”.
Pędzę, bo się boję, że nie zdążę, że mama coś jeszcze doda albo się Irena przyczepi. Nigdy człowiek nie jest pewien, co go jeszcze czeka. Więc łap za czapkę — już mnie nie ma. Po cztery schody. Można tak schodzić, tylko się trzeba trzymać poręczy, i czasem drzazga wejdzie w rękę. Trudno: ryzykuję.
Jeden chłopak wiedział, gdzie się pali. Niedaleko. Sklep z naftą. Mówią, że w piwnicy jest benzyna. Jak się zapali, cały dom wyleci w powietrze. Milicjanci80 rozganiają, a maszyny i hełmy strażackie błyszczą w ogniu.
Nie chcę, żeby te beczki z benzyną się zapaliły, bo będzie szkoda i ludzie zostaną bez dachu. Ale jak ich z bliska nie widać, jakoś mniej żal, a byłoby ładnie widzieć wybuch taki, że cały dom się zawalił.