Zawstydziła się i odeszła. Żal mi jej, że tak ordynarnie powiedziałem. Już dzisiaj drugi raz: rano Mundkowi, a teraz jej.

Więc mówię:

— No, chodź, to ci opowiem.

A ona już odeszła. Pewnie się obraziła. Więc znów czytam zadanie, bo jutro pierwsze rachunki.

A Irena znów:

— Już wytarłam nos.

Nic nie odpowiadam.

Ona stoi i mówi cichutko, tak jakby do siebie:

— Już mam teraz czysty nos. I majtek mi nie widać.

Pokornie — boi się, żeby się na nią nie gniewać.