Spojrzałem na wuja ze złością, a on się śmieje. I wszyscy się rozstąpili, tylko my dwoje stoimy. I ojciec. Wiem, że jak nie posłucham, ojciec się rozgniewa, może z zabawy wygoni. Nie mam żadnej rady.
Zacząłem się z nią kręcić. W głowie mi huczało, bo już późno i piłem piwo. Więc mówię: „no, już”. A oni wołają: „jeszcze!” Gorąco mi jest, a zrobili sobie widowisko. I ona nie przestaje, więc dalej, aż już naprawdę tańczę do muzyki, do taktu.
Nie wiem, czy krótko, czy długo. Aż Marychna mówi:
— No, dosyć, bo widzę, że nie chcesz.
Mówię:
— Co nie mam chcieć, tylko mi się w głowie zakołowało.
A ona:
— Ja mogę tańczyć całą noc.
Potem zaczęli starsi, a my stoimy koło drzwi. Marychna i ja.
— Warszawa jest bardzo ładna.