Ano, nic. Lekcje różne.

A na gimnastyce pan nową zabawę pokazał. Że są dwie partie. Kreskę się robi — granicę. Jedni po tej stronie, drudzy po tamtej. I przeciągają się — i do niewoli. Która strona wygra. Z początku przeszkadzali, bo naumyślnie się poddawali, jeżeli wolał być z tamtymi. Albo go przeciągnęli, a on się wyrwie i kłóci, że wolno. Ale potem już się udało. I było wesoło.

Prosiliśmy, żeby dalej to samo do końca godziny, do dzwonka, ale pan nie. Bo ja wiem dlaczego?

Na mój rozum, wybrać kilka gier, które się podobają — i już je prowadzić. Jeżeli w berka, klipę, kukso, palanta tyle lat grają, a teraz jeszcze futbal106 — dlaczego ma się znudzić? A tu na każdej lekcji co innego. To gniewa, bo się żadnej porządnie nie pozna. No, bo wie się, o co idzie, ale trzeba wiele tygodni grać, żeby poznać gruntownie: wszystkie trudności, wszystkie sposoby uczciwe i oszukańcze.

Dorosłym się zdaje, że dzieci lubią ciągle coś nowego. Tak samo z bajkami.

No, są tacy, co zaczną się krzywić:

— Eee, już znamy, już wiemy.

A jeśli się pytać, zawsze ktoś zacznie się krzywić, że nieciekawe i woli co innego.

A ładną bajkę, ciekawe opowiadanie — możemy wiele razy słuchać. Jak dorośli na to samo pójdą do teatru; a nawet bardziej. Bo dzieci rzadziej, żeby się pochwalić, a chcą poznać dobrze.

Zanadto może szkoła pędzi, jakby kto poganiał.