Pobiegłem aż na sam strych i przed drzwiami usiadłem na schodku.

Pustka we mnie i pustka wkoło.

Nie myślę już teraz o niczym.

I z głębi piersi westchnąłem.

Ze szparki drzwi na strychu gramoli się kołysząc człowieczek z latarką.

— Aha!

Gładzi siwą brodę. Nic nie mówi.

Czeka.

Szeptem beznadziejnym — poprzez łzy:

— Chcę być duży. Już pragnę być dorosły.