— Nie.

Znów postał, popatrzył, czy chcę z nim rozmawiać.

Ten co innego; mówię mu: tak i tak.

— Nie wiem, czy mi przebaczył.

Pomyślał chwilę.

— Musisz się przepytać. W złości tak powiedział. Wejdź do kancelarii — pewnie zapomniał.

I były rysunki.

Pani mówi, żeby każdy rysował, co chce: liść jaki albo zimowy krajobraz, albo co chce.

Biorę ołówek: co by tu narysować?

A nigdy się nie uczyłem. Jak byłem duży, też nie bardzo umiałem. W ogóle za moich czasów niedobre były szkoły. Surowo było i nudno. Nic nie pozwalali. Tak było obco, zimno i duszno, że kiedy się później śniła, zawsze się spocony budziłem i zawsze szczęśliwy, że sen, a nie prawda.