Lalka była bandytą: gdzie też się ukrywa? Idę przez pokój ostrożnie, skradam się, żeby nie przywitał mnie śmiertelnym strzałem.
Nie w kieszeni palta ani pod poduszką leżała, ale w kniei, w lochu podziemnym, w trzęsawisku, na dnie morza. Chwytałem ją brutalnie, potrząsając.
Nie mówiłem Irence, bo mała, więc i tak nie zrozumie. Była to już moja własna zabawa.
Zapomniałem dodać, że akurat mama weszła i mówi:
— Oddaj jej lalkę. Czego się z nią drażnisz?
— My się tak bawimy — powiadam.
— Ty się może bawisz, a ona się złości: na schodach słychać jej krzyki.
Przepuściłem także, jak w piwnicy w kącie pokazało mi się coś białego, jak człowiek bez głowy, w całunie. I kiedy biegłem z piwnicy, to przez krótką chwilę nie zająca goniłem, ale uciekałem przed widmem. Chwilę trwało, ale jak w piersi tłukło, a przed oczami mignęły trzy czarne pioruny.
Nie napisałem, jak mi się na lekcji pić chciało. A pan wyjść nie pozwolił.
— Niedługo będzie dzwonek, to się napijesz.