Taka oto była moja droga.

A teraz — tylko szkoła. Wiem, że nie jej wina, a czuję żal. No, bo jakże? W ławce — pięć godzin — i czytać — i zadania rozwiązywać?

— Proszę pani, śnieg.

— Prawda, proszę pani?

Pani ucisza łagodnie, potem już surowiej. Niecierpliwi się, ale zaprzeczyć nie może, czuje przecie37, że mamy słuszność. No, bo jest.

— Proszę pani!

— Cicho.

Potem będzie:

„Kto się odezwie, kto piśnie — ostatni raz wam mówię”...

Grozić będzie.