Więc znów nasza wina? Więc to my? Więc nie śnieg winien, tylko ciągle my?

Spaliśmy — w nocy — nawet nie wiedzieliśmy, możemy przynieść świadectwo rodziny — on spadł sam, z nieba. A jeśli nie wolno mówić, jeśli trzeba udawać, że nie widzieliśmy, nie wiemy, jeśli źle, brzydko, że wiemy i cieszymy się nawet, ano, trudno. Niechaj i tak będzie.

Jeden tylko stoi w kącie.

Cichnę wraz z klasą. Kilka niespokojnych w okno spojrzeń i ostatnie na panią spojrzenie nadziei, że może jednak. I cisza już. I już tylko lekcja.

Nie ma dwunastu wystrzałów białego wesela dla dzieci.

Ktoś mówi coś nieciekawie.

Otwieram piórnik i liczę, ile mam stalek38.

— Raz, dwa, trzy... Krzyżówka, serek, szóstka, oczko, sienkiewicz, koniar39 — dwie, trzy krzyżówki. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jedna bez końca: koniec ukruszony, pewnie pisać nie będzie.

Wyjmuję, probuję40, pisze, ale grubo.

Jedenaście stalówek, jedenaście.