A potem już nic.
Mówią coś nieciekawie o chłopcu czy wieśniaku.
Ziewam.
— Nie wolno na lekcji ziewać.
Sąsiad pchnął, żebym wstał. Wstaję. Domyślam się, że ziewnąłem i że pani do mnie.
— Siedź równo, nie opieraj się!
Siedzę równo, nie opieram się. Ziewam ukradkiem.
— Proszę patrzeć na tablicę.
Patrzę na tablicę i widzę, że śnieg znów za oknem prószy, ale już mnie nie obchodzi nawet.
Siedzę cichutko.