A może i wiedział — tylko tak był przekorny, tak był zuchwały ten dziesięcioletni urwis, że nic sobie z niczego nie robił.
Pozwolono mu się urodzić, pozwolono mu kraść kurom kartofle, pozwolono mu chodzić na krzywych nogach, pozwolono, by mu się nogi wyprostowały (może od owego tuzina serdelków), a on ani wdzięczności nie czuł, ani pokory, ani szacunku dla nikogo.
Czy uwierzycie, ten czternastoletni dzisiaj chłopiec był niedawno opisany we wszystkich kurierach?
— Wstąpił do teatru?
— E, nie.
— Napisał sonet?
— Także nie.
— Utopił się w Morskim Oku?
— Skąd znowu? On okradał pryncypała77, i pryncypał go złapał na gorącym uczynku.
— Złapał go?