— Kosztuje dwa tysiące, ale mniejsza. Ile może kosztować rocznie jego utrzymanie?
— Dwieście rubli.
— Kosztuje więcej niż trzysta, ale mniejsza. Co ten koń umie?
— Umie się kręcić w kółko w takt muzyki i wykonywać na skinienie bata zręczne obroty.
— Otóż to właśnie. Koń, który poza zręcznością nie posiada nic innego, przedstawia wartość czterdziestu koni roboczych. I cały byt zawdzięcza temu, że umie się stosować do skinienia bata. No, nie warto iść do cyrku — co?
Po skończonym numerze rozsypała się po arenie czereda służby z grabiami. Między nimi kręci się zawzięcie nieśmiertelny „głupi August”.
August wydaje rozporządzenia, których nikt nie wykonywa121; zachęca lub gromi, na co nikt nie zwraca uwagi; wydziera grabie, chcąc sam pokazać, jak należy wykonywać daną czynność, ale rzuca je natychmiast i biegnie w inną stronę; plącze się, przeszkadza, psuje — wreszcie, dostaje tu w bok, tam w kark, gdzie indziej w oblicze. Nic to: on pracuje dla dobra ogółu. Robota skończona. August staje na środku areny i ociera pot z czoła. Daje mu brawo jeden tylko profesor.
— Widzisz, widzisz, ja tylko jeden zachwycam się tu tym starym, ale wiecznie nowym jego kawałem. Ten August — to dziesiątki tysięcy ludzi — na wszelkich polach życia i szańcach pracy. Ha! ha! ha! Brawo, August!
Zadowolony byłem, że rozpoczął się nowy numer programu, gdyż zaczęto już na nas zwracać uwagę...
Po cienkim drucie chodzi kobieta. Potem podnosi chustkę, tańczy, siada na krześle ustawionym na drucie. Istne czary. Publiczności dech zamiera w piersiach. Jeden tylko August stoi niewzruszony i uśmiecha się pogardliwie: „co to za sztuka, ja bym także potrafił”.