— Patrz na Augusta, na jego minę. Nil admirari122. Nie należy się niczym zachwycać! Głupca niczym nie zadziwisz. Wiesz, kto się prawdziwie zachwycał wieżą Eiffla? Technicy, matematycy, inżynierowie. Laluś stanął przed wieżą i powiada: „To ci dopiero — tyle o tym pisali, myślałem, że wyższa...” Poczekaj tylko: to jeszcze nie koniec.
Rozległy się oklaski: August ze zdumieniem rozgląda się, wzrusza ramionami. Nie rozumie, za co jej biją brawo. Zbliża się do gimnastyczki, patrzy, patrzy, znów spogląda na zebraną publiczność, dotyka kobiety palcem, odsuwa się o kilka kroków. Aż, porwany ogólnym zapałem, zaczyna namiętnie bić brawo, aż mu ręce puchną, aż się chwieje na nogach, aż z sił opada. Wreszcie gimnastyczka znikła za kulisami, a August siada na środku areny, chwilę odpoczywa, wreszcie dumny, napuszony — wychodzi.
Patrzałem na przemian to na Augusta, to na profesora: połykał oczami najdrobniejszy ruch błazna.
— Widziałeś? To znakomite, nieporównane, to jest ogólnoludzkie i charakterystyczne dla wszystkich epok — to tłumaczy cały szereg historycznych wypadków, całe okresy dziejowe, to mi daje możność rozwiązania wielu ciemnych, zawiłych zagadek. Ten błazen będzie najgłośniej krzyczał i najszerzej obnosił sławę tego, kogo lub czego nie rozumie: on — on, a nie garstka znawców, przyczyni się do spopularyzowania tego, co mu imponuje, bo tego nie rozumie. I oto zawsze wokoło wielkiej idei grupują się z podziwem jednostki wybrane, dalej — banda Augustów — naganiaczy, wreszcie — tłum, przez Augustów zwabiony... Ja muszę z tym błaznem się poznać.
Nowy numer zwrócił uwagę mego towarzysza w inną stronę.
Tu znów ośm123 koni na dane hasło zmienia w biegu miejsca, zmienia takt i rytm biegu, kierunek i porządek.
— No, patrz, co może tresura zrobić z bydlęcia. Ośm koni z zadziwiającą spójnią pracuje wspólnie, by napchać swemu przedsiębiorcy pewną liczbę rubli do kieszeni, aby same dobrze na tym wyszły. A ludziom od wieków wytłumaczyć nie można, że dobrobyt jednostki jest związany z dobrobytem ogółu, i każdy coś winien złożyć do ogólnego dobra społecznego.
Machnął ręką i zbudził się z zadumy dopiero wówczas, gdy żongler balansował kulą armatnią.
Ciężka kula stalowa spadała mu z wysokości kilku łokci na kark, nie czyniąc mu żadnej krzywdy.
— Widzisz, co to znaczy zręczność i wyrobienie! Ale on nad tą sztuką lata całe pracował. To samo z siebie mu nie przyszło. A nasze wychowanie domowe dąży do wszystkiego, tylko nie do tego, by kulą życia kierować. Dlatego mamy tylu ludzi, co z kulą u nogi żywot wiodą... No chodźmy... Pantomin nie lubię, bo to dla dzieci, to mi zanadto teatr przypomina.