Wyszliśmy. Siedliśmy do dorożki. Co potem było, nie pamiętam wcale...
Kiedym się obudził z bólem głowy, słońce było już wysoko. Nad łóżkiem stał Władek.
— No co, dobrze się czujesz?
— Tak sobie.
Żona dała mi herbatę z cytryną.
— Jutro o dziewiątej idziesz na posadę.
— Dokąd?
— Razem ze mną, w tym samym wydziale. 1200 rubli na początek i gratyfikacja.
Przypomniałem sobie wszystko.
— Powiedz mi, co to wszystko miało znaczyć?