— Co mam czynić, by uniknąć nieszczęścia, ochronić niewinne dziecko moje i bezbronną kobietę od niesławy?

Postanowiłem rozmówić się z dyrektorem. Zaskoczę go znienacka i wydobędę całą nagą prawdę.

I tak uczyniłem.

— Panie dyrektorze — rzekłem bez drżenia w głosie. — Czemu pan mnie wybrałeś, jako ofiarę swą? Czy dlatego, że byłem cichy, że nie wchodziłem w drogę nikomu, że pracowałem, jak wół, za marne wynagrodzenie? Nie, panie dyrektorze, choćbym nawet wiedział, że to się nie wyda, choćbym dostawał jeszcze wyższą pensję — ja się na to nie zgodzę... Nigdy, przenigdy!

Nikczemnik chciał pokryć udanym zdziwieniem swe zakłopotanie.

— Ja nie rozumiem pana — rzekł. — Więc pan mnie posądzasz?

— Mam pewność.

— Gdzie... jak... Na jakiej podstawie?

Szatańsko się roześmiałem.

— Na jakiej podstawie? Na tej, że mi pan podwyższył pensję z 50 rubli do 150, jakkolwiek nie mam żadnej protekcji.