— Tak, nie można jednak zaprzeczyć, że przy największej nawet ostrożności stać się mogło nieszczęście.

— Rezerwuar mógł pęknąć.

— Dlaczego więc nie pękł?

Tu pan Jan spojrzał na mnie wzrokiem tak pełnym przerażenia, żem się aż zdziwił, i rzekł drżącym głosem:

— Czy pan w ten sam sposób chce rozważać wszystkie przyczyny, z powodu których konie mnie nie przejechały, sufit się nie oberwał, pociąg nie wykoleił?

— Rozumie się, panie Janie.

— Ależ ja zmysły stracę.

Spojrzał na mnie błagalnie. Poczułem współczucie dla swej ofiary.

— Niech więc i tak będzie. Poprzestaniemy na tym, co już powiedziane. Musi mi pan jednak przyznać, że istnieje nieskończona ilość przyczyn, które złożyły się na to, że pan nie umarłeś.

— Zgadzam się: w rzeczy samej — nieskończona ilość.