Obiecywano poparcie mojego przedsiębiorstwa w razie zgody, bojkotowanie w razie odmowy.

— Ależ ja mam już listę fachowców, pracowników zdolnych — wołałem, targając włosy — ja nie mogę obsadzać odpowiedzialnych posad ludźmi może bardzo zacnymi i nieszczęśliwymi, ale dla mnie bezużytecznymi zupełnie.

— Wolne żarty — odpowiadano mi z ironicznym, czarującym lub bolesnym uśmiechem — toć nie święci garnki lepią.

Piękne kobiety chwytały nerwowo moją rękę, mówiąc:

— Nie wyjdę, dopóki mi pan nie przyrzeknie.

Niektórzy twierdzili:

— Jedno miejsce przecież się chyba znajdzie.

Inni:

— Pan musi to dla mnie uczynić. Nie prosiłbym, gdyby mi na tym nie zależało.

Jeszcze inni: