Od owego dnia, siedm5 szwaczek i trzy krawaciarki musiały już o godzinę dłużej pracować, żeby zarobić tyle pieniędzy, ile dawniej. Służący ze sklepu westchnął, że nie będzie mógł swym dzieciom kupić choinki. Subiekt założył własny sklep z materiałami piśmiennymi i w trzy miesiące stracił posag żony i własny kapitalik, po czym sprzedał wszystko i wyjechał z żoną i dzieckiem do Mandżurii.
W onym6 domu był inny sklep: spożywczy. Właściciel sklepu spożywczego zmartwił się, że mu podwyższono komorne, potem myślał, myślał, aż postanowił:
— Dobre są wędliny od Serdelkiewicza, ale procent mały; podłe są wędliny od Salcesona, ale zarabia się na nich pół na pół. Na pieczywie Strucel daje większy procent niż Kajzerski. Na gatunku mąki i soli i tak nikt się nie zna; a mleko z krochmalem i wodą ma również kolor biały. W handlu nie ma sentymentów...
Na pierwszym piętrze od frontu mieszkał adwokat. Adwokat zmartwił się, że mu podwyższono komorne, i złą wieść zakomunikował żonie; a pani adwokatowa postanowiła:
— Wykreślam się z liczby członków towarzystwa kolonii letnich. Nauczycielce płacić będę tylko sześć rubli na miesiąc, korepetytorowi Zygmusia — siedm. Przestanę prenumerować dla dzieci „Moje pisemko”, a dla siebie „Przegląd pedagogiczny”; namówię męża, żeby rzucił „Zdrowie”, które nie jest potrzebne adwokatowi. Tapicer dostanie tylko dwa złote za firanki od jednego okna, a za Żelazną Bramą będę się targowała z przekupkami do upadłego.
Nauczycielka sześciorublowa musiała przyjąć jedną nadprogramową jeszcze lekcję i porzuciła jedną lekcję bezpłatną, którą dawała dziecku stróża domu, gdzie mieszkała. Korepetytor Zygmusia powiedział: „nie chcieli dać więcej, proszę mamy, ale i tak na wpis starczy, a zimowy szynel7 wcale mi nie jest potrzebny, bo zima pewnie będzie ciepła”. A przekupki na targu wzdychały, że handel upada, bo teraz każdy chciałby kupować wszystko za darmo...
Na trzecim piętrze w lewej oficynie mieszkał buchalter — korespondent. Ten, dowiedziawszy się o podwyższenia komornego, pobiegł natychmiast do swego przyjaciela i powiedział: „mówiłeś mi wczoraj o tych dwóch wieczornych godzinach; rozmyśliłem się i przyjmę”. Przyjaciel odparł: „zdaje mi się, że tam już kogoś znaleźli, ale postaram się to zrobić”. I zawiadomili kandydata, że posada zajęta, a kandydat przyniósł tę wieść matce siwej, wdowie bez własnych funduszów...
Lekarz z drugiego piętra poprzecznej oficyny wezwany został do chorego przy ulicy Szczyglej i wziął rublowe honorarium, boć nie można się bawić w filantropię, gdy gospodarz podwyższa komorne. A żona chorego, wydawszy ostatniego rubla na poradę, nie miała już na lekarstwo i zaniosła chustkę do lombardu, i chustki tej już nie wykupiła.
Urzędnik z trzeciego piętra lewej oficyny postanowił, że nie należy pozować na Katona8, gdy warunki życia stają się coraz trudniejsze. Trudno: trzeba zacząć brać, gdy dają — łapówka brzydko się nazywa, ale posiada wiele stron dodatnich...
W teatrze na operze jedno z krzeseł galerii szczytowej było puste: tam byłby siedział lokator czwartaka, gdyby nie podniesione komorne...