(Na wsi trudno o zupełnie dobrane towarzystwo)...
— Dzieci — to przyszłość narodu — powiada jedna z pań, niosąc do ust łyżeczkę kompotu.
(Mówiło się przed chwilą o dzieciach).
Zalega cisza.
Wszyscy spojrzeli z uznaniem na kobietę, która wypowiedziała tak głębokie zdanie.
(Synek jej jest uczniem pierwszej klasy szkoły wielmożnego Rontalera20, a córeczka „chodzi” do pani Tołwińskiej21 — szczęśliwi malcy, że mają inteligentną mamusię).
— Tak jest — przerwał uroczystą ciszę jeden z panów — dzieci są przyszłością narodu.
I począł ogryzać kostkę pieczonego kuraka.
Pan, który ogryzał kostkę pieczonego kuraka, miał opinię bardzo rozumnego człowieka (5000 rocznie samej pensji) i dwóch synów w piątym gimnazjum — toteż zdanie jego zostało wysłuchane z należytym skupieniem.
— Przyszłością narodu są dzieci — powiedziała druga pani z westchnieniem, nakładając na talerz marchewkę z groszkiem.