Ale istotna, prawdziwa i głęboka analogia między człowiekiem zrównoważonym a cukiernią — kryje się w tym jeszcze, że jedno i drugie — funkcjonują prawidłowo, regularnie, bez kaprysów, bez wahań, skoków i zboczeń.
Dyn, dyn! Cukiernia otwarta. Wchodzą, wychodzą — wychodzą i wchodzą. Ruch — nie gorączkowy wprawdzie — ruch normalny, prawidłowy — bez wzruszeń, komplikacji zawiłych — bez napięcia lub natchnień, lub silnych dreszczy zmysłowych. Dyn, dyn! Goście opuszczają cukiernię, ani zbyt chętnie, ani z ociąganiem. I zakład zostaje zamknięty — aż do dnia następnego.
Firma istnieje wiele lat, ma coraz więcej życzliwych, skromna działalność rozszerza się. Aż kiedyś ktoś tam nogę podstawi, lub wskutek zmiany warunków — zostaje zwinięta lub sprzedana.
Pokiwa ten i ów głową, westchnie życzliwszy, wspomni dobrym słowem jej pączki lub babki śmietankowe — ot i ludziska zapomną.
Nikt nie przeklina, ani unosi się zbytnio, z rzadka ktoś sarknie na cenę wysoką lub opieszałą usługę.
Znałem człowieka zrównoważonego.
Było to w tym głupim okresie życia, gdy się krowiankę24 swych ideałów chce szczepić na prawo i na lewo, wszystkim i każdemu z osobna, gdy się pięści wściekle zaciska, gdy ktoś powie: „Nie chcę” albo „już jestem szczepiony”, albo: „nie przyjmuje się, panie kochany; już próbowali”.
Nic dziwnego, że człowiek ten zrazu wstręt we mnie budził:
— Jak pan możesz tak żyć? Zaręczam panu, że frenologia25 podniesie pana duchowo, da panu cel w życiu, nauczy pana myśleć — da panu szczęście. Dlaczego pan nie chcesz? Co panu to szkodzi?
A on odpowiedział spokojnie: