I poszedł sobie...
Zrównoważony
Człowiek zrównoważony podobny jest do cukierni.
Nad człowiekiem zrównoważonym, jak nad cukiernią, wisi szyld, mniej lub więcej jaskrawy, głoszący dobitnie, bez wahań, bez wątpliwości:
„Cukiernia. Kawa, herbata, lody, ciastka”.
I każdy wie od razu, z czym ma do czynienia.
Z frontu, człowiek zrównoważony, podobnie jak cukiernia, urządzony jest dość mile i z pewnym komfortem. Nie ma tam nic, coby przykuwało wzrok, coby głębiej rozsiadło się w duszy, aleć23 tego nikt nie wymaga; cała rzecz, by nic nie raziło, nie drażniło niemile wzroku lub powonienia.
W kuchni cukierni i u zrównoważonego człowieka — jest cokolwiek nieczystości, to być musi. Ale się ją skrzętnie ukrywa, bo po co kto ma wiedzieć? Widok brudu dla ludzi wytwornych jest bardzo niemiły i psuje apetyt.
W cukierni można grać w bilard, w szachy i czytać gazety. Nie są to rozrywki ani wysoko kształcące, ani bezwzględnie szkodliwe, o ile im się nie przypisuje zbyt wielkiego znaczenia i nie poświęca zbyt wiele czasu. Zarówno — towarzystwo zrównoważonego człowieka zapycha czas, przynosi pewien pożytek, daje chwilę wypoczynku, a to jest przecież dobre.
Człowiek bardzo głodny nie pójdzie do cukierni, bo chcący tam głód ukoić — naraziłby się na mdłości: ciastka są za słodkie. Silnych wzruszeń również cukiernia mu nie da, ale od tego jest szyld, który wyklucza je zgoła. Toż samo — ma się z człowiekiem zrównoważonym.