Pieczeń była twarda:
— Dureń jesteś!
Nie było gazety, gdzieś się zapodziała:
— Nie masz pojęcia o służbie!
Zabrakło wykałaczek, albo wydano z kuchni rosół na brudnym talerzu:
— W chlewie tobie usługiwać, a nie być kelnerem.
Nawymyślał mi mój zwierzchnik:
— Albo gospodarz wyrzuci cię na cztery wiatry, albo przeniosę się do innej jadłodajni, bałwanie!
Kelner zwykle nic nie odpowiadał; rzadziej bąknął coś pod nosem, co zapewne było z jego strony protestem przeciw moim uroszczeniom lub usprawiedliwieniem.
A teraz wyobraźcie sobie, że przed tygodniem kelner ów podał mi czarną kawę bez cukru.