Powiedziałem: „aniołku” — i nie wiedziałem, co dalej.
A ona spojrzała na mnie i zapytała:
— Co, kotku?
Odparłem więc:
— Może przejedziemy się tramwajem?
Żona moja odrzekła:
— Owszem.
I wstaliśmy.
Byłem zadowolony. Tak będzie lepiej. Pojedziemy w Aleje, usiądziemy na ławce — może tam jakoś prędzej... Czułem, że i ona chętnie się zgodziła, że i ona liczy, że tam może, pod tchnieniem ciepłego letniego wietrzyka, ukołysanym szelestem stuletnich drzew, że tam jakoś nam prędzej się uda.
Pojechaliśmy w Aleje i usiedliśmy na ławce.