I milczeliśmy.
— Śliczny wieczór — zacząłem.
— Rzeczywiście, śliczna pogoda — odparła.
— Żebyście tylko mieli w lipcu pogodne dnie — ciągnąłem dalej.
— Eee, chyba będzie pogoda w lipcu — odrzekła.
— Zawsze sobie trochę odpoczniesz na wsi — łupiłem z nadmiernym wysiłkiem woli.
— Co to za odpoczynek, jak się z dziećmi wyjeżdża — zaprzeczyła.
I zamilkliśmy.
I tak milczeliśmy minut pięć.
— Słuchaj, duszko — szepnęła cicho.