— Co, złotko? — zapytałem.
— Zostawiłam ci tylko sześć par skarpetek — ciągnęła żona — jak ci się te sześć par zbrudzi, to je oddasz do prania.
— Dobrze.
— A nie zapomnisz?
— Nie, nie zapomnę. A czy ty dosyć bielizny zabrałaś?
— O, dosyć.
— Bo gdybyś czego potrzebowała, to się nie krępuj: napisz, to ci przyślę.
— Ale po cóż mam ci robić ambaras?
— Nie, duszko. Ja bardzo chętnie... To mi nie zrobi żadnej różnicy.
Zdawało mi się, że początek dobry, że teraz już pójdzie gładko — i znów wszystko na nic.