Aż ogłuszał cię śpiew, szczebiot i świergot.
Aż oślepiało cię bogactwo barw skrzydlatej rzeszy pieśniarzy.
Chór niemilknący, ruchliwy, wesoły, żywy.
Jak gdyby nie w klatkach, przestronnych wprawdzie, umajonych zielenią i pełnych słońca, ale z prętami żelaza i drutu, jak gdyby pod niebem na polach, na runi, w zagajach i lasach bogatych i przepysznych, tak było im wesoło i raźno, owej rzeszy skrzydlatej, studźwięcznej, stubarwnej, tak swobodnie.
Bogacz bo też był ów ptasznik...
Krzywymi dziobami, drapiąc się po prętach klatki lub grzędach drzewa, wrzeszczą przeraźliwie papugi: szkarłatna, niebieskoskrzydła Makao; biała z żółtym czubem-pióropuszem Kakadu; zielona Lorys, o szkarłatnych skrzydłach, obrzeżonych błękitem i blado-żółtym ogonem; siwa Joko — woltyżerka i Ary z długim, klinowatym sterem.
Kolibry Safo — błyskawice, drobne, wątłe, migotliwe, jaskrawe, jak iskry żywe.
Pawie z wachlarzami stuokimi60, dumne, lśniące mieniące się przepychem magnatów.
Łabędzie czarne i białe płyną po małej sadzawce obszernej klatki, przeginają długie, wdzięczne, grające rosą brylantową w promieniach słońca szyje, majestatyczne, spokojne, płyną powoli i piersią szeroką wodę czystą prują.
Orzeł — tułacz samotny, zrywa się, żagle rozwija do lotu; raz uderzył powietrze, już głową sięga pułapu. Jastrząb — bandyta śledzi lot ptaków okiem chciwym. Sokół patrzy na zawieję ptactwa wzrokiem ponurym z głębokich oczodołów. Rdzawo-żółty puchacz o złocisto-żółtych oczach zamrużonych, i sęp, i szpak czarny z fioletowym połyskiem głowy i zielonym odcieniem pleców i piersi, i sowa z wielką głową, z rogami piór na głowie i głosem ochrypłym, złowróżbnym, i mewa — żarłok, rybak i korsarz, i wrony i kruki — grabarze.