Każda poczta przynosi mu listy z ojczyzny. To ten, to ów napisze, że cieszy się, że Maciuś się znalazł, że jest zdrów i pracuje. Ale zaraz pytanie:

Dlaczego do swoich nie wraca?

Napisała Irenka, że lalka do sufitu stłukła się. Napisał Antek, że mu się źle powodzi. Napisał Stasio, że został na drugi rok w klasie, bo nauczyciel arytmetyki niesprawiedliwie postawił mu dwójkę. A na dole Helcia dopisała:

Czy pamiętasz, Maciusiu, jakeśmy83 się o grzyb pokłócili?

Co tu gadać: każdy ciągnie do swoich. Miłe są małe dzikusy, miło, że uratował i pomógł. Ale teraz niech Klu-Klu rozpoczętą pracę prowadzi, bo już łatwiejsza i sama sobie poradzi. A jemu by warto do domu.

Choćby na jeden dzień tylko. Pochodzić po swojej stolicy, zobaczyć pałac i park królewski. Tak dawno już tego nie widział.

No i w sprawie pomocy dla dzieci murzyńskich wybrał się w podróż do Europy. Pojedzie na naradę z królami, co można jeszcze zrobić dla czarnych ludzi, żeby to już była wojna ostatnia.

Wsiadł na statek. Orkiestra gra. Dzieci stoją na brzegu rzeki z chorągiewkami — śpiewają, krzyczą: „Niech żyje!”, i nie po swojemu, ale w ojczystym Maciusia języku.

Płynie teraz Maciuś wygodnie. Ma piękną kajutę. Śpi na materacu. Znów szczęście się odwróciło. Jest w porcie. Zanim okręt wyruszy, zamieszkał w hotelu.

— Co mnie znów spotka nowego? — pyta się, jakby wiedział, że jeszcze nie koniec.