— Chodź, psisynu! — krzyknął dozorca i pochwyciwszy za kołnierz, podnosi go w górę jedną ręką, a w drugiej trzymał rzemienny bat.

Zatrzasnął drzwi i mówi:

Jak ci powiem: „krzycz”, to krzyknij: „oj, boli!” Rozumiesz? Nie będę cię bił. Tylko pamiętaj, żebyś mnie nie zdradził. Rozbieraj bluzę, prędko. No, krzyknij!

— Oj, boli! — krzyknął Maciuś.

A dozorca uderzył batem w ławkę.

— Jak się nazywasz, biedny chłopczyno?

I buch rzemieniem w ławkę.

— Oj, boli! — krzyczy Maciuś. — Nazywam się Maciuś. Oj, boli, boli!

A dozorca, co uderzy w ławkę, maluje na plecach Maciusia czerwoną farbą taką wielką pręgę, jakby od bicia.

— Oj, boli! — krzyczy Maciuś, bo znów dozorca uderzył w ławkę i znów mu pręgę zrobił na plecach czerwoną farbą.