— Teraz cicho krzycz, niby że już nie możesz. A potem zemdlejesz. Twoje szczęście, że nie ma dzisiaj naczelnika, bo nie zawsze sztuka się udaje. No, a teraz już cicho. Zamknij oczy.

Wziął Maciusia na ręce i niby zemdlonego wynosi do celi.

A na noc dali mu do celi jeszcze jednego więźnia, niby że chory.

Jeszcze wieczorem naczelnik sprawdza cele.

— A tu kto?

— Ten mały nowy więzień.

— A po co ten drugi?

— Bo zemdlał przy biciu.

— Pokaż.

Zdjęli z Maciusia bluzę — pokazują plecy przy ciemnym świetle latarki.