Ale pracowała w wydziale więziennym urzędniczka, która kupiła nową bluzkę, więc zła, że się zakurzy. Więc wzięła papiery najnowsze, z ostatniego tygodnia i mówi:
— Niech pan lepiej to czyta, bo są czyste przynajmniej. I dowie się pan, co jest teraz, a nie — sto lat temu.
— Serdecznie pani dziękuję. Owszem, i to ważne, i to ważne. Serdecznie obowiązany. Pani się trudzi, dziękuję.
A na tej samej górze leży świadectwo Maciusia.
Wzrost zmarłego — 1 metr 30 cm. Wiek lat jedenaście... Więzień w młodości palił papierosy i pił wódkę.
Więc stary uczony miał syna, także adwokata — i napisał w liście, że znalazł bardzo ciekawy papier, że w najcięższym więzieniu umarł taki mały więzień:
Wiesz, kochany synu, że bardzo się cieszę, że taką ciekawą wiadomość będę mógł napisać w swojej uczonej książce.
A synowi błysnęła nagle myśl, czy to nie Maciuś przypadkiem. Co tu robić? Nie bardzo chce mu się jechać daleko, ale jedzie.
— Jeżeli się uda, będę od razu najsławniejszym adwokatem na świecie.
Stary przepisał dokładnie ten cały papier. A syn — było nie było — ogłosił w gazetach. Co książka napisze za lat dziesięć — gazeta ogłasza w jeden dzień — od razu.