— Czego chcesz, Marcinku?

— Proszę pani, albo mi pani pozwoli spróbować, albo przestanę chodzić do szkoły: bo przeze mnie pani ma niepokój.

— A co chcesz spróbować?

— Nie wiem jeszcze.

Wszedł nauczyciel.

— Co tu robisz? Nie wiesz, że do kancelarii wchodzić nie wolno?

Maciuś wyszedł.

— To nadzwyczajny chłopiec — mówi nauczycielka.

— Pani ma samych nadzwyczajnych uczniów — zażartował nauczyciel — jeden znakomity rysownik, drugi nadzwyczajny arytmetyk. A wszyscy razem nadzwyczajnie rozpuszczone łobuzy. Już dwie szyby w tym roku stłukli.

A Maciuś ręce w tył założył, ma dwie wiorsty do domu. Myśli. Podchodzi do niego właśnie ten rysownik.