Idą. Nic nie mówią.
Zaczął się zwykły, poniedziałkowy, szary dzień fabryczny. Stanął Maciuś przy swoim warsztacie i myśli o bajce, którą wczoraj skończył.
„Przeczytam Felkowi, może się uspokoi”.
Bo ma to być bajka, która nawet najgorszych ludzi poprawi. Pisząc ją myślał Maciuś i o ludożercach, i o młodym królu, i towarzyszach więzienia.
I tak sobie myśli o bajce, a ręce same pracują. I nie widzi Maciuś, nie słyszy, co się obok dzieje.
Aż nagle rozległ się krzyk Felka:
— Niech majster sam robi! Myśli, że mnie kupił! Owa138, dużo się boję!
A potem:
— Dureń, majster, jesteś! Stary osioł! Pętak!
I jeszcze, i jeszcze.