Ale co to? Ktoś śpiewa. Maciuś poznał głos smutnego króla.
Kiedy Maciuś wychodził z sali obrad, smutny król stał w korytarzu i czekał. Maciuś przeszedł blisko, udał, że nie poznaje. Nie gniewa się Maciuś na smutnego króla — zresztą jest mu wszystko jedno. Chce, żeby się najprędzej skończyło. Poprosi Puxa, żeby go zaraz wysłał na bezludną wyspę. Jeżeli prababka Zuzanna Cnotliwa wstąpiła do klasztoru, dlaczego tak strasznie zmęczony i smutny król Maciuś nie ma zakończyć burzliwego żywota na bezludnej wyspie?
Maciuś nie żałuje, że uciekł. Pojedzie jako król, a nie więzień, niewolnik, pojedzie spokojny, z własnej woli; bo wie, że nie ma po co ani do kogo wracać.
— Maciusiu, czy pozwolisz mi tu usiąść? — zapytał się smutny król Maciusia.
— Nie mam prawa zabraniać, to nie moja wyspa.
— Ale ty pierwszy tu usiadłeś.
— Mogę się posunąć.
Długo nic nie mówili.
Smutny król wyjął z kieszeni garść orzechów i podał. Maciuś wziął. Gryzie zębami orzechy, łupinki rzuca do morza. I przyjemnie patrzeć, jak każda łupinka pokręci się trochę — pokręci przy brzegu; potem przychodzi fala, łupinka zniknie w białej piance — i już nie wiadomo, gdzie się podziała.
— Gdzie mieszkasz, Maciusiu?