Została sama. Nie sama. Ma przyjaciółkę. Nie przyjaciółkę, ale koleżankę.

Rozmawia, lubi ją, razem mają dyżur; ona opowiada, jak będzie w zimie; albo mówią, jak było tam, zanim przyjechała.

— Tam wszystko trzeba kupować, za wszystko płaci się. Ciągle tylko: nie ma pieniędzy. I mleko, i książka, i sukienka, zeszyt, materiał na sukienkę. Nawet jeżeli ktoś chory — doktorowi płacisz za lekarstwo. Jeżeli kto21 nie ma pieniędzy, nie może być zdrów. Więc chory nie pracuje, nie zarabia. Dzieci są głodne. Nawet żeby dostać pracę — też trzeba płacić. Ciągle trzeba targować się i liczyć. Ciągle tylko pieniądze.

— Nie rozumiem. Nie wolno pracować?

— Ja też nie wiem, jak jest naprawdę. Ale tak jest. Muszę zapytać się mamy.

Ale mama daleko gdzieś. I wcale nie wieczorem smutno, tylko już cały dzień.

Długo teraz pomaga w domu dziecięcym. Pomaga rozbierać dzieci do wieczornej kąpieli. Tak ładnie, kiedy stoją pod natryskiem, chcą złapać w ręce wodę i mrużą oczy, które woda zalewa. Chcą patrzeć. Śmieją się i proszą:

— Jeszcze. Jeszcze trochę.

Trzeba odpinać i zapinać guziki, podnosić i przenosić, odkręcać i zakręcać kran albo czekać, bo mały chce sam.

— Ja umiem. Ja sam. — Ja sama.