Wiosenne, naprawdę piękne słońce. Ani jednego kłującego, jesiennego ostu. Zboże i kwiaty.

— Mamo, cieszysz się? Patrz, jak cudnie. Tatuś mówił, że ziemia zbożem i kwiatami śpiewa. To prawda. Często śpiewam dzieciom. Małe dzieci są jak kwiaty. Rosną, śmieją się. Patrz: czy ten kwiatek nie śmieje się? Nie wierzysz?

— Wierzę.

— Nie pytam się teraz. Sama wiem, że jestem szczęśliwa.

— A trudne twoje myśli?

— Ani jednej. Gonią się jak chłopcy na łące; to nie męczy albo męczy wesoło. Prawda, że ludzie są dobrzy? Kazali ci wrócić. Wszyscy ludzie dobrzy na całym świecie.

— Znasz mały tylko skrawek świata.

— To nic. Wiem, że tak jest. Czuję. Powtórz mamo jeszcze raz. Tak dziwnie wtedy powiedziałaś.

— Nie wiem, co chcesz, żeby powtórzyć.

— Mówiłyśmy, że nie możemy sobie miejsca znaleźć. Rozmawiałyśmy wieczorem przed barakiem. Nie pamiętasz? Poczekaj, jak to ty powiedziałaś?