— Nieważne.
— Właśnie, że ważne. Ty wiesz, a ja się dopiero uczę. Dla dziecka wszystko ważne. Wiem już: powiedziałaś, że jeżeli człowiek robi coś złego, to że nie umie inaczej, że nie rozumie. Tak właśnie jest z dziećmi. Nie wiedzą.
— Nie tylko dzieci.
— Mamo, muszę coś zrobić, coś takiego, żeby nie tylko dzieciom było łatwo i wesoło. Wszystkim — małym i dużym. Wszystkim na świecie. Tym nawet, którzy już nie żyją. Serce mówi, że to mi się uda.
Mama długo patrzy w jej oczy. Prosto w oczy. Długo. Głęboko.
Uśmiechnęły się do siebie.
— A żołądek nie mówi, że był dzwonek i trzeba wracać na kolację, bo się spóźnimy?
— Wiem. Ale czasu szkoda. Żeby można było nie jeść i nie spać, tylko szukać miejsc dla ludzi. Każdy tam, gdzie będzie mu dobrze. I pielęgnować. Jak rośliny małe i duże — jak drzewa.
Idą drogą do domu; wchodzą do jadalni. Duża sala — koło ścian stoły i ławki. Na stołach chleb w koszykach. Herbata w dzbankach.
— Patrz. Wiersze na kolację. — Jajka.