Pytanie Helci, dlaczego pieski mają czerwony język — tłumaczę sobie, jako chęć prowadzenia gawędy o byle czym z Nini, osobą wyżej od niej stojącą w hierarchii społecznej (rozmawia, gawędzi za pan brat z siedmioletnią), a utwierdziło mnie w tym przekonaniu owo ni przypiął, ni przyłatał: „czasem”. Tak prostak, spotkawszy się z inteligentem, parweniusz z arystokratą — wtrąci wyraz lub zwrot wyszukany w rozmowie bez treści, a tylko w celu okazania, że i on — umie, może.

Nini uwaga, że Krysia się bawi i owo — „także” dowodzi zdziwienia: pierwszy raz widzi, że Krysia się bawi.

Nini piłkę.

— Ja jedną ręką — a ty tak umiesz?

— Nie (Hel. — szybko).

— Ja nawet w górę umiem.

Krysia zamienia dobrą piłkę na złą.

— Heee — nie będziemy już mieniać17 — dobrze? (Nini).

Krysia miętosi złą piłkę, z której „powietrze wyszło”.

Tu utrwaliłem dwa momenty. Szlachetną prawdomówność Helci stwierdzałem wielokrotnie. Jeśli skłamie, to że ambitna, skłamie w obronie swej godności. Przykro jej się przyznać, że nie umie, więc szybko mówi, że jedną ręką nie umie, wyraźnie chce zmienić temat rozmowy.