— Siero-sieroteńka uboga...
Akurat w niebezpiecznym miejscu, gdzie w poprzednim przepisywaniu przepuścił cały wiersz, Walenty przynosi herbatę.
— Na drogę — na drogę dam jej — dam jej na drogę.
Walenty kładzie cukier do szklanki. — Stefan rzuca przelotnie wzrokiem — dalej pisze.
— Znalazł się nóż — mówi Walenty.
Stefan uważnie spojrzał: nóż — jaki nóż? — oparł głowę na ręce — lada moment zerwie się pytanie — nie, pokonał pokusę — znów skupiony. — Walenty uśmiecha się, ja notuję szybko, szkicuję interesujący moment — on nic nie dostrzega. I po chwili z tryumfem, pełnym oczekiwania:
— Już, psze pana — i uśmiech.
— Dobrze, tylko literę jedną zjadłeś; chcesz poszukać?
Pije herbatę, zmarszczył brwi — szuka zjedzonej litery.
Szkoda, że nie spojrzałem na zegarek: jak długo pisał.