— Zegarek — zegarek! — ileż razy ja sobie powtarzałem — i zawsze zapominam.
Dwie myśli:
W ciągu długich miesięcy pobytu wśród gromady dzieci ani razu nie zwróciłem uwagi na uśmiech — to objaw zbyt subtelny, zbyt drobny, poniżej proga53 świadomości. Teraz dopiero widzę, że to ważny, wart studiów objaw.
Gdy mnie się pytał niby od niechcenia:
— Czy będę mógł jeździć na koniu? — To też z uśmiechem zniewalającym (?). Odpowiedziałem wykrętnie: teraz ślisko, konie źle podkute — może w lecie. Dzieci muszą wiedzieć, że ich uśmiech obowiązuje.
Druga myśl:
Przepisywanie nie jest dla dziecka czynnością bezmyślną — przeciwnie, wymaga nawet dużego wysiłku: żeby nie opuścić litery, wyrazu, całego wiersza; żeby dwa razy nie przepisać tego samego wyrazu, wiersza; żeby nie zrobić błędu; żeby wyraz bez przenoszenia mieścił mu się w wierszu; żeby litery były równe i w równym oddaleniu. Kto wie, czy przez przepisywanie nie dochodzi dziecko dopiero do zupełnego zrozumienia czytanego tekstu. Rzecz jasna, że umysły twórcze będą się szybciej nużyły biernym przepisywaniem. Stefan podczas przepisywania podobny był do malarza, kopiującego arcydzieło mistrza. Jakże biedny jest nauczyciel, zmuszony poprawiać mazaninę czterdziestu kajetów, jeśli nie widział, więc nie czuje wysiłku tej pracy zbiorowej.
Dla dziecka czytanie — to nie tylko trudność w składaniu liter, ale szereg niezrozumiałych wyrazów, niespodzianek gramatycznych. Więc czyta:
— Jabł-jab-ł-ka, jab-ł-ka (pauza, podczas której domyśla się znaczenia wyrazu) — i szybko, płynnie odczytuje ten sam wyraz — japka.