To samo w wierszyku:
— Bo mię-mię pol-skiej pio-pios-piosn-ki (z niedowierzaniem) pios-n-ki, piosnki (do siebie półgłosem) piosnki — co tam piosnki (i kończy głośno) polskiej piosenki skowronki uczyły.
My, akrobaci płynnego czytania, gdzie z dwóch liter domyślamy się wyrazu, a z dwóch wyrazów całego zdania, nie umiemy zdać sobie sprawy ani z trudności, z którymi walczy dziecko, ani ze sposobów, których używa, by sobie ułatwić pracę.
Onegdaj cztery razy czytał w powiastce „Franek” zamiast „Felek”. Nie poprawiałem. Kiedy skończył czytanie, pytam się:
— Jak się ten chłopak nazywał?
— Franek.
— Jutro, a nie dziś.
— A Franek.
— Załóż się ze mną, że nie Franek.
Czyta: