Milknie, po chwili stanowczo z odcieniem gniewu:
— A właśnie, że pięć.
— A no pięć, ale nie gruszek.
— A czego?
— Zobacz, to będziesz wiedział.
— ...gru ...ogru ...ogó ...ogórków.
— A widzisz: słuchaj Stefan, może ty czarodziej jaki albo co: z Felków robisz Franków, z ogórków gruszki.
Jest taki miły w zadziwieniu, w tym zaskoczeniu, w tym: co się dzieje, jak to się stało — że go całuję. (Zbyteczne zupełnie — kiedy ja się od tego oduczę?).
Gniewa go niezrozumiały zwrot.