(Westchnienie, potem ziewnięcie. Westchnienie jest naśladownictwem: tak się zwykło wzdychać, mówiąc o zmarłych).

Szósty dzień.

Ledwo wypił herbatę, pobiegł do warsztatu. Mignął mi na chwilę podczas obiadu — wrócił o 6.

Rozpocząłem bardzo ciekawą próbę: patrzę na zegar, jak długo czyta daną powiastkę i ile błędów zrobił — nie poprawiam go podczas czytania, dopiero po skończeniu. Więc dwa razy czyta, pierwszy raz 4 minuty 35 sekund przy 8 błędach, za drugim razem 3 minuty 50 sekund i tylko 6 błędów.

Awantura o konia. Gramy w warcaby. W przytułku — byli chłopcy, którzy dobrze grali, z nim nie chcieli grać: „kto będzie się chciał bawić, jak nie umiem”. — Nabrał jednak od nich manier dobrego gracza, a oto: przed posunięciem przebiera w powietrzu palcami, żeby jak jastrząb spaść na pionki przeciwnika, to cmoka ustami, to posuwa z nonszalancją uderzeniem paznokcia, z pogardliwym wyrazem twarzy i lekceważącym wydęciem ust. Są to niemiłe maniery nawet u dobrego gracza, tym bardziej u partacza, któremu dla zachęty daję czasem nierozegraną.

Gramy tedy. Nagle:

— Proszę pana, niech pan jutro jedzie koleją, a ja z panem Walentym pojedziemy na koniu.

— Głupiś59. Czy konie są do jazdy — myślisz? Zresztą poproś pułkownika.

— A da?

— Figę da.