— Niech pan patrzy, jak spływam herbatę.

— Mhm.

— Ona sobie tak spływa.

Dziecko bezspornie posiada czucie, powiedziałbym — sumienie gramatyczne (i ortograficzne). — Wiele razy obserwowałem, jak dziecko, wsłuchawszy się w niegramatycznie zbudowane zdanie, samo je zmienia, nie wiedząc, jak poprawić. Czy systematyczna nauka nie zabija tego sumienia? Czy niezrozumiałym, niedostępnym tłumaczeniem nie utrudniamy mu raczej pracy?

Umysł dziecka — las, którego wierzchołki lekko się poruszają, gałęzie splatają, liście drżąc dotykają. Są chwile, gdy drzewo łączy się delikatnym dotknięciem z sąsiednim, a przez sąsiada udziela mu się drganie stu, tysiąca drzew — całego lasu. — Każde nasze: „dobrze — źle — uważaj — jeszcze — raz” — to jak wicher, który chaos wprowadza. — Szedłem raz za nasionkiem mlecznika — ziarenko, zawieszone na białym pióropuszu. Długo za nim chodziłem: z lekka przefruwa z źdźbła na źdźbło, z trawki na trawkę — tu dłużej, tu krócej się zatrzyma — aż zaczepi się i wyrośnie. Myśli ludzka, nie znamy praw, którymi się kierujesz — pragniemy — nie wiemy — korzysta z tego zły geniusz ludzkości.


Zamiast: łzy — czyta: zły...

W zadaniu gniewa go wyraz: otrzymał.

— Otrzymał, to przecie79 znaczy, że dostał. (Do siebie). Koniecznie — trzy... Dostał sześć śliwek...

Czyta: