— A dlaczego mi nie mówiłeś nic?
— Wstydziłem się (półgłosem).
— Czego? Żeś chory?
— Ja w domu nie miałem żadnych krost — odpowiada wymijająco: nie chce powiedzieć, że w przytułku się śmieją, brzydzą świerzby80.
— Pan się tak umazał.
— No to się umyję.
Leżąc w łóżku pyta się:
— Nie woziłem się długo sankami, prawda?
Wobec mojej dobroci, niepokoi go grzech, który popełnił. Pytanie to, takie niby nie wiadomo skąd, tak sobie tłumaczę:
— On się nie gniewa na nic. Dlaczego się nie gniewa — może nie wie? A ja się sankami woziłem. A on chce, żebym się uczył. Długo woziłem się sankami, a może i nie tak długo?