Dziesiąty dzień.
Awantura i pojednanie.
Walenty dyżuruje. Nalewam Stefanowi herbatę.
— Co pan mi nalał tylko pół szklanki?
— Żebyś nie rozlał na stole.
— Ee, ja sobie doleję.
Nie odpowiadam. Dolał, postawił szklankę, a podczas tego, gdy się przeciskał między ławką i stołem, stół zachwiał się — sporo herbaty się rozlało. Zmieszał się. Idzie — przynosi ścierkę.
Mówię głosem spokojnym, ale stanowczym:
— Proszę cię, Stefan, żebyś nic nie brał z rzeczy pana Walentego, bo on tego nie lubi.
— Ja chciałem wytrzeć.